Spis treści:
- Co się dzieje z Zalewem Sulejowskim? Poziom wody najniższy od siedmiu lat
- Dlaczego woda znika z Zalewu Sulejowskiego?
- Czy da się uratować Zalew Sulejowski? Co dalej z poziomem wody?
Co się dzieje z Zalewem Sulejowskim? Poziom wody najniższy od siedmiu lat
Zalew Sulejowski, od lat nazywany "morzem" środkowej Polski, przeżywa najtrudniejszy sezon od blisko dekady. Poziom wody w zbiorniku systematycznie spada, a w miejscach, gdzie jeszcze niedawno cumowały łodzie, dziś widać wyłącznie błotniste dno. Najbardziej dotkliwie odczuwa to przystań w Barkowicach, położona w górnej części zalewu.
Skala problemu zaskoczyła nawet doświadczonych właścicieli sprzętu wodnego. Część łodzi i jachtów utknęła na mieliźnie, a pozostały sprzęt trzeba było w pośpiechu przenieść o kilkaset metrów dalej, w głąb zbiornika, żeby w ogóle utrzymać go na wodzie. Dla wielu przedsiębiorców oznacza to nie tylko dodatkowe koszty i logistyczny chaos, ale realne ryzyko utraty całego sezonu turystycznego. Pomosty kończą się dziś na suchym piasku, a widok wyschniętych brzegów skutecznie zniechęca przyjezdnych do odwiedzin.
Obecny poziom wody to najniższa wartość od siedmiu lat, a sytuacja żywo przypomina kryzys, jaki zbiornik przeżył w 2019 roku. Właściciele przystani otwarcie mówią o utracie renomy miejsca, które od lat kojarzyło się z wypoczynkiem nad wodą, a nie z widokiem przypominającym bagno.
Przeczytaj także: Niezwykły zabytek wyłania się z jeziora. Można go oglądać przez krótki czas
Dlaczego woda znika z Zalewu Sulejowskiego?
Przyczyna okazuje się zaskakująco prozaiczna - zbiornik oddaje więcej wody niż otrzymuje. Zarządca musi utrzymywać stały odpływ na poziomie 11 metrów sześciennych na sekundę, bo tyle wymaga tzw. przepływ biologiczny, a więc minimalna ilość wody, jaka musi płynąć dalej rzeką, by nie zaburzyć ekosystemu poniżej zapory. To nie kwestia uznaniowa, lecz wymóg wynikający z pozwolenia wodnoprawnego oraz tzw. Instrukcji Gospodarowania Wodą - dokumentów, które precyzyjnie określają, ile wody musi stale opuszczać zaporę, niezależnie od panujących warunków.
Problem w tym, że do zbiornika wpływa dziś znacznie mniej wody niż z niego wypływa. Pilica, główna rzeka zasilająca zalew, w lipcu dostarczała zaledwie niespełna 8 metrów sześciennych na sekundę - stanowczo za mało, by domknąć bilans. Zbiornik traci od 1 do 3 centymetrów na dobę. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, aż w końcu przystanie zaczynają kończyć się na suchym piasku.
Za tymi wszystkimi liczbami kryje się długotrwały niedostatek opadów w zlewni Pilicy. To właśnie brak deszczu sprawia, że rzeka nie ma czym nadrabiać strat, a cały mechanizm zaczyna się sam napędzać. Im mniej wody pozostaje w zbiorniku, tym trudniej mu się odbudować, nawet gdy w końcu nadejdą obfitsze opady. Oznacza to, że dopóki pogoda się nie odwróci, poziom wody będzie systematycznie się obniżał.
Czy da się uratować Zalew Sulejowski? Co dalej z poziomem wody?
Zbiornik nie zniknie z dnia na dzień, ale też nie ma żadnego mechanizmu, który pozwoliłby błyskawicznie odbudować utracony poziom wody. Wszystko zależy więc od czynnika, którego nikt nie jest w stanie kontrolować, czyli od pogody. Dopiero wyraźnie większe opady w górnej zlewni Pilicy mogłyby odwrócić obecny trend i realnie zasilić zbiornik.
Właściciele przystani i przedsiębiorcy działający nad zalewem widzą jednak inne, bardziej doraźne rozwiązanie. Postulują ograniczenie odpływu wody spod zapory, tak by choć częściowo zrównoważyć niedobór dopływu z rzeki. Wody Polskie nie odrzucają takiej możliwości całkowicie, ale zaznaczają, że nie jest to decyzja, którą można podjąć z dnia na dzień. Zmiana wymagałaby modyfikacji obowiązującego pozwolenia wodnoprawnego oraz szczegółowych analiz hydrologicznych, sprawdzających, czy niższy przepływ biologiczny nie zaszkodzi ekosystemowi rzeki poniżej zbiornika. Obecne pozwolenie obowiązuje zresztą aż do 2031 roku, co dodatkowo komplikuje perspektywę szybkich zmian.
W praktyce oznacza to, że najbliższe tygodnie i miesiące będą przede wszystkim testem cierpliwości - zarówno dla przedsiębiorców, jak i dla samego zbiornika. Historia pokazuje, że podobny kryzys z 2019 roku ostatecznie minął wraz z powrotem bardziej obfitych opadów, więc obecna sytuacja, choć trudna, nie musi być nieodwracalna. Pytanie tylko, jak długo trzeba będzie na tę poprawę czekać i ile jeszcze strat poniesie w tym czasie lokalna branża turystyczna.
Źródła: ciekawiodzawsze.pl, portalsamorzadowy.pl


