Spis treści:
- Czym jest upwelling? Wyjaśniamy zjawisko
- Gdzie woda w Bałtyku jest najcieplejsza?
- Upwelling - jak wpływa na przyrodę?
Pierwsze dni upałów, nagrzany piasek, wysoka temperatura powietrza, a woda ledwie kilkanaście stopni - wielu osobom ten scenariusz kojarzy się z wakacjami nad Bałtykiem. Nierównomierne nagrzewanie się morza nie jest jednak przypadkiem. Wzdłuż polskiego wybrzeża co jakiś czas pojawia się upwelling, naturalny proces, który łączy meteorologię, oceanografię i biologię morza. Zrozumienie jego mechanizmu pomaga lepiej zaplanować wypoczynek i inaczej spojrzeć na zachodzące w morzu zmiany.
Czym jest upwelling? Wyjaśniamy zjawisko
Upwelling to zjawisko, w którym zimna woda z głębszych warstw Bałtyku zostaje wyniesiona ku powierzchni, zastępując cieplejszą wodę przybrzeżną. Nad polskim wybrzeżem sprzyja temu wiatr wiejący równolegle do linii brzegowej. Popycha on nagrzaną wodę powierzchniową w stronę otwartego morza, a powstały "niedobór" uzupełniają chłodniejsze masy z głębi. Z punktu widzenia plażowicza efekt jest prosty: jeszcze niedawno woda była przyjemna, a następnego dnia kąpiel staje się wyzwaniem.
Różnice temperatur potrafią być bardzo wyraźne nawet na krótkim odcinku wybrzeża. Zdarza się, że w jednej zatoce woda ma kilkanaście stopni, a kilkadziesiąt kilometrów dalej, w rejonie silnego upwellingu, termometr wskazuje zaledwie około 10 stopni. Takie skoki są szczególnie częste na południowym wybrzeżu Bałtyku, od okolic Półwyspu Helskiego po wschodnie Pomorze, gdzie układ linii brzegowej i przeważające kierunki wiatru sprzyjają wynoszeniu chłodnych wód. Na sytuację wpływa także głębokość akwenu.
Gdzie woda w Bałtyku jest najcieplejsza?
Płytkie zatoki, takie jak Zatoka Pucka, nagrzewają się szybko i są mniej podatne na silny upwelling, dlatego w sezonie letnim właśnie tam często notuje się najwyższe temperatury wody. Z kolei otwarte odcinki wybrzeża, odsłonięte na działanie wiatru, częściej doświadczają nagłego ochłodzenia. To tłumaczy, dlaczego w tym samym czasie warunki do kąpieli mogą być lepsze w osłoniętych zatokach niż nad otwartym morzem.
Upwelling widoczny jest nie tylko w liczbach na termometrze. Zmienia się również wygląd morza. Woda może stać się mniej przejrzysta, przybrać bardziej zielonkawy odcień, a fale niekiedy układają się inaczej niż w okresie stabilnej pogody. To sygnały, że w kolumnie wody dochodzi do intensywnego mieszania, a do strefy przybrzeżnej napływają inne masy niż jeszcze kilka dni wcześniej.
Upwelling - jak wpływa na przyrodę?
Choć turystom upwelling kojarzy się głównie z nieprzyjemnym chłodem, dla przyrody jest on jednym z kluczowych mechanizmów odświeżających ekosystem przybrzeżny. Z głębszych warstw morza ku powierzchni trafiają nie tylko zimniejsze wody, ale także rozpuszczone w nich składniki odżywcze, przede wszystkim związki azotu i fosforu. To naturalny "zastrzyk energii" dla mikroskopijnych organizmów roślinnych, czyli fitoplanktonu. Gdy do strefy powierzchniowej dociera więcej substancji odżywczych, fitoplankton zaczyna szybciej się rozwijać. Jego nagromadzenie można dostrzec nawet z kosmosu jako zielone wiry i smugi na powierzchni Bałtyku. W skali lokalnej woda bywa mętna, przybiera oliwkowy lub szmaragdowy kolor, a przy masowych zakwitach może też pojawić się charakterystyczny zapach. To widoczny dowód, że w morzu zachodzą intensywne procesy biologiczne.
Na tym jednak łańcuch zdarzeń się nie kończy. Obfity fitoplankton staje się pokarmem dla zooplanktonu, a ten z kolei dla ryb i innych zwierząt morskich. Zwiększona produkcja pierwotna może więc w krótkim czasie poprawiać warunki żerowania wielu gatunków. Korzystają z tego zarówno organizmy żyjące w toni wodnej, jak i ptaki morskie, które chętniej odwiedzają rejony bogate w ryby.
Upwelling nie jest jednak zjawiskiem całkowicie odseparowanym od działalności człowieka. Do Bałtyku trafiają dodatkowe ilości biogenów ze ścieków i spływu z pól uprawnych. W takich warunkach naturalne wynoszenie składników odżywczych ze strefy przydennej może sprzyjać nadmiernym zakwitom glonów i sinic. Przy długotrwałym ociepleniu wód, opisywanym w kontekście "morskich fal upałów", prowadzi to do powstawania martwych stref - obszarów o bardzo niskiej zawartości tlenu, niekorzystnych dla ryb i wielu innych organizmów. Z perspektywy człowieka upwelling ma więc podwójne oblicze. Z jednej strony to ważny, naturalny element obiegu składników odżywczych, bez którego życie w morzu wyglądałoby inaczej. Z drugiej - w połączeniu z ocieplaniem się Bałtyku i zanieczyszczeniem wód może przyczyniać się do częstszych i silniejszych zakwitów, ograniczających możliwość kąpieli i zagrażających ekosystemom. Świadomość działania tego procesu pomaga nie tylko lepiej rozumieć nagłe skoki temperatury wody, ale też uświadamia, jak ściśle wakacyjny komfort łączy się z kondycją całego Bałtyku.
Przeczytaj również: Już nie Sopot. Gdzie jest najdłuższe molo na Morzu Bałtyckim?
Źródła: ciekawiodzawsze.pl, hub.pl


