Spis treści:
- "Zażółć gęślą jaźń". Wiedźmińskie zaklęcie czy zwykły żart językowy?
- Jakie jeszcze zdania kryją w sobie wszystkie polskie znaki?
"Zażółć gęślą jaźń". Wiedźmińskie zaklęcie czy zwykły żart językowy?
Na pierwszy rzut oka brzmi jak fragment starosłowiańskiego zaklęcia, które Wiedźmin mruczy pod nosem, szykując się do walki z utopcem. Tymczasem żadnej magii tu nie ma - to zwykłe, ziemskie zdanie, które zna prawie każdy, choć niewielu wie, co właściwie oznacza.
Gdy zapytano o sens tej frazy samego profesora Jerzego Bralczyka, znanego językoznawcę, ten nie pozostawił złudzeń. To czysty żart językowy, a - jak zauważył - żarty językowe rzadko mają głęboki sens. Kalambury bywają tym śmieszniejsze, im bardziej są nonsensowne. Mimo to znalazł się ktoś, kto spróbował dosłownie przetłumaczyć tę zagadkową kombinację słów. Bloger Łukasz Szalkiewicz zinterpretował ją jako polecenie, by za pomocą gęśli (dawnego instrumentu muzycznego) nadać swojej jaźni żółtą barwę. Brzmi absurdalnie? Taki właśnie jest urok tego zdania. Jest gramatycznie poprawne, ale semantycznie kompletnie bez sensu.
Skoro więc samo znaczenie nie ma większego znaczenia, to po co w ogóle ktoś to wymyślił? Zdanie to od lat służy programistom, projektantom czcionek i webmasterom jako swoisty test. Jeśli dana czcionka czy program komputerowy poprawnie wyświetli wszystkie polskie "ogonki" w tym jednym krótkim zdaniu, można mieć pewność, że poradzi sobie z każdym innym polskim tekstem. To trochę jak sprawdzian dla alfabetu - szybki, skuteczny i… całkiem zabawny.
Fraza zyskała też swoją namacalną, fizyczną formę. W Gdyni, na łączniku między budynkiem YMCA a Wojewódzkim Zespołem Szkół Policealnych, można zobaczyć duży, żółty napis głoszący dokładnie te słowa. Projekt stworzyli typograf Marian Misiak oraz projektant Oskar Zięta, zamieniając językowy żart w element miejskiej przestrzeni i mimowolny cel selfie dla przejeżdżających turystów.
Przeczytaj także: Te słowa sprawiają Polakom najwięcej kłopotu. Jak odmieniać je przez przypadki?
Jakie jeszcze zdania kryją w sobie wszystkie polskie znaki?
Polscy językowi pasjonaci od lat bawią się w układanie kolejnych, równie absurdalnych zdań, które - tak jak ich słynny poprzednik - mieszczą w sobie komplet wszystkich dziewięciu polskich znaków diakrytycznych. Efekty tej zabawy bywają jeszcze bardziej zaskakujące.
Jednym z ciekawszych przykładów jest zdanie "Weź waść pchłę w dłoń i dój z niej miąższ" - archaicznie brzmiące polecenie, które równie dobrze mogłoby paść z ust szlachcica sprzed kilku wieków, gdyby tylko miało jakikolwiek sens. Nie mniej osobliwie prezentuje się "Żółć mą zmień w tę z kości maź" - zdanie, które brzmi jak fragment średniowiecznego zaklęcia alchemicznego, a w rzeczywistości jest po prostu kolejną łamigłówką dla klawiatury i ludzkiego języka jednocześnie.
Wspólny mianownik tych wszystkich fraz jest jeden - żadna z nich nie musi mieć sensu, żeby być przydatną. Liczy się wyłącznie to, czy w krótkiej, zwartej formie uda się zmieścić litery: ą, ć, ę, ł, ń, ó, ś, ź i ż. To trochę jak sportowa dyscyplina dla miłośników języka - kto ułoży najkrótsze, najzabawniejsze albo najbardziej nonsensowny pangram, ten wygrywa nieformalny tytuł mistrza polskiej ortografii absurdu.
Źródło: ciekawiodzawsze.pl, hub.pl, testerzy.pl, blog.dobryslownik.pl


